Cisza jak ta… – czyli jak straciłam słuch w ciągu 3 dni, czy go odzyskałam?

Tak szczerze to najpierw do głowy przyszedł mi tytuł wpisu. Uwielbiam Budkę Suflera. Słuchałam ich muzyki jak miałam 12 lat i słowa, a raczej fragmenty tej piosenki oddają świetnie to co mnie spotkało.

Nie bez powodu też teraz po majówce piszę o tym specyficznym wydarzeniu. Słuch, utrata słuchu. Myślę, że dużo osób przerażone tym ile tu zdań ogarnie ten tekst tylko „szybko okiem” i przejdzie do zakończenia. Może jednak warto od deski do deski przeczytać?.

ROK TEMU…

Tak, rok temu wydarzyło się coś niesamowitego, coś co jest dla mnie dotąd dość niezwykłe, a każdemu komu opowiadam nie wydaje się to prawdą, a nawet dużo osób mówi „oj, co Ty, żartujesz sobie ze mnie”.

Ale nie, to nie żart

W CIĄGU TRZECH DNI STRACIŁAM SŁUCH, PRZESTAŁAM PRAWIE W OGÓLE SŁYSZEĆ

29.04.2016

Zaczęłam słabiej słyszeć.

30.04.2016

Słyszę słabo, nie wiem co z oddali mówią do mnie moi bliscy, trochę panika, ale jeszcze nie taka wielkiej.

1.05.2016

Już brak mi słów, nie wiem co jest grane… nie słyszę. Załamanie. Widzę ludzi obok, a nie wiem kto co mówi. Szum, huk gwar.

Jestem osobą, która nie zostawia niczego ot tak, chociaż przerażenie mnie ogarnęło, postanowiłam działać. Po 3 dniach stopniowej utraty słuchu w 4 dzień;  jadę do lekarza. Z lękiem, ze strachem, który paraliżuje mnie totalnie wchodzę do gabinetu lekarskiego. Tutaj następuje potok pytań, wywiad lekarski; na co Pani choruje, ostatnio była Pani w pomieszczeniu z wysokimi dźwiękami, na jakie choroby przewlekłe Pani cierpi?, itd. bo więksozść z nich nie pamiętam. Siedzę jak młot… tak, to prawda, czułam się wtedy jak młot, taki głuchy pień, który zaraz się rozpłacze. Szczerze nie pamiętam nawet dokładnie badania słuchu. Bardziej pamiętam to co potem nastąpiło… .

słuchCISZA W INNYM WYMIARZE

Milczenie, ja siedzę głucha, a mój lekarz laryngolog patrzy w wykres audiogramu ( dla niewtajemniczonych) mojego wykresu z badania poziomu jakości słuchu i milczy, coraz bardziej przerażona patrzę w Lekarza, a on nadal milczy. Przyznam szczerze, to był koszmarny czas. Czas gdy nagle myślałam, że jestem w jakiejś przestrzeni gdzie nie ma nikogo, świata i innych ludzi. To były okropne minuty.

Wreszcie jest coś co widzę ale nie słyszę…

Oddech głęboki mojego lekarza. Potem wypisywanie jakiegoś papierka. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to skierowanie do szpitala. Jak powiedział laryngolog do mnie, że muszę jechać do szpitala, nie wiem dlaczego ale pewnie dlatego, że byłam w szoku zadałam najbardziej głupie pytanie jakie mogłam: To mam ile dni na pojechanie do szpitala?.

Masakra, to jednak był szok, lekarz spojrzał spokojnie i odpowiedział:”jak najszybciej, inaczej straci pani całkiem słuch”.

Tutaj grzmot w mojej głowie nastąpił, nie wiem jak ale otrząsnęłam się i oniemiała poprosiłam lekarza o wyjaśnienie Jego słów. Okazało się, że nagła utrata słuchu i to bez powodu jest wyleczalna całkowicie ale tylko gdy będzie leczona do około 3 dni od wystąpienia objawów. Więc generalnie moje szanse na to, by odzyskać słuch nie były w 100 % pewniakiem. Ten strach i paraliż jaki miałam w sobie po tym co usłyszałam to załamanie i lęk.

Cholerny lęk i straszna pustka w głowie

Na ten moment nie pamiętam jak wyszłam z przychodni, jak dojechałam do szpitala. Tutaj miły klimat, jaki?, kolejka i to wielka ludzi, a gdy już w środku w gabinecie to co… to po prostu jak maszynka, odruchowe badanie ekspresem i reakcja super… lek i do domu na 4 dni…myślałam, że spadnę z krzesła. Jednak tam nie ma rozczulania; przypadek jest tylko przypadkiem, a to, że mogę całkiem na zawsze stracić słuch, to już nieważne. Dalej amnezja, po prostu nie wiem jak dojechałam do domu, załamana, ze łzami w oczach, bo jak to ?? słuch mogę stracić, a dostałam leki i do domu??, ale cóż… po 4 dniach zażywania leków nie ma poprawy, jest pogorszenie. Więc załamana, wracam na szpital, dopiero decyzja… żebym została na leczeniu.

Szpital, wariactwo, siedzę na łóżku na korytarzu, takie tłumy pacjentów. Ja co? Nic, taka bezuczuciowo obojętna z butelką wody w ręku jak manekin bezwolny, słyszę tylko szum z prawego ucha, w lewym ucho nic, nic nie słyszę. Już tak osłabiona emocjami, bez żadnych myśli w głowie jestem załamana i przerażona, czekam, ale na co ja czekam ???.

słuchSzpital był jednym z najgorszych okresów w moim życiu. Tego lepiej nie opisywać. 5 dni zastrzyków, sterydów, kroplówek i potem cudowny efekt szpitala : nie odzyskałam słuchu, niestety nie.

Brak poprawy słuchu i… zostałam wypisana do domu, a potem…

Uczulenie na sterydy, duszności, alergia.

Czy to żart?, nie, absolutnie nie

Badania; wykluczyły choroby, guza mózgu inne zaburzenia. Więc co?, siadłam w aucie, powrót do domu, ale?  powrót do domu , a ja głucha dalej?

Jednak zamiast dalszego załamania ogarnęła mnie złość,ale taka pobudzająca, myślę, to jak ? nie ma dla mnie szans, mam zostać głucha?.

OJ NIE, NA PEWNO NIE

Wracając do domu postanowiłam jechać do mojego lekarza laryngologa. Przyjął mnie. Zszokowany naprawdę był gdy usłyszał, że ja jak nie słyszałam tak nie słyszę. Wziął badania do ręki i analizuje…

ZNOWU CISZA…

CISZA…

CISZA.. MILCZY, A JA ZAŁAMANA, O CO CHODZI??????

Wreszcie odpowiedź, ale porażająca mnie wręcz strasznie: „Jest dla Pani jeszcze jedna szansa”.

Szansa była ponad 90 kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. Takim ratunkiem stała się terapia w komorze hiperbarycznej wysoko sprzężonym tlenem. To terapia w komorze leczniczymi porcjami tlenu. Mam codziennie jeździć do Stalowej Woli do Podkarpackiego Centrum Medycyny Hiperbarycznej Taka terapia to skomplikowany proces odnowy komórek, tkanek, między innymi obejmuje leczenie złamań i narządu słuchu. Nagły niedosłuch jest to sytuacja nagła i zostałam przyjęta bez kolejki. Nadszedł piękny czas: czerwiec, a przede mną: codzienna jazda łącznie po 3 godziny podróży, by wejść na 1,5 godziny na terapię w takiej komorze. Pierwszy raz w takiej komorze to lęk, strach, ogromna niepewność.

słuch

słuch

 

słuch

słuch

Temperatura nawet do 38 stopni Celasjusza i co? , właśnie pytanie?, co będzie, czy te codzienne podróże i taka specyficzna terapia coś da?.

Odzyskam słuch, czy zostanę głucha?, przecież w domu krzyczę do bliskich, a bliscy do mnie.

słuchKiedy jechałam drugi raz na tą terapię tlenem byłam nawet spokojna chociaż załamana. Około 20 wyruszyłam z powrotem po kuracji tlenem do domu. Piękny ciepły wieczór, a ja zmęczona fizycznie i psychicznie myślami w głowie wracam do swoich czterech kątów. Owszem taka terapia wpływa wspaniale na dotlenienie organizmu, ale pytanie i potworny strach jest; co ze słuchem?. Dzwonię do domu, do Mamy i co?… zaczynamy rozmawiać, a nagle ja zadaje pytanie; dlaczego tak mówisz głośno?, to był szok, zaczęłam lepiej słyszeć, okazało się, że, słyszę, już jest lepiej!!!!, wstaję w następny dzień jest jeszcze lepiej. Cała terapia ma trwać 15 dni, a ja już po 10 dniach prawie idealnie słyszałam.

Radość i taki miły szok, cudowne uczucie, że już słyszę

słuchWreszcie wiem, że jestem, że odzyskałam słuch

Zastanawiacie się dlaczego to opisałam?

Nie po to, by przerazić kogoś, nie żeby przestraszyć. Piszę, by przestrzec, bo zdrowie mamy tylko jedno, a kiedy pojawi się coś niepokojącego, sygnał, że coś dzieje się złego, to działajmy, nie czekajmy. Nigdy bym nie przypuszczała, że coś takiego nagle bez powodu może się stać.

Na pewno zastanawiasz się Mój Czytelniku co z tym słuchem?, jak, co?, dlaczego?

Laryngolog powiedział, że 30 % nagłego niedosłuchu powstaje bez przyczyny, to SZOK ale tak niestety jest.

Więc pamiętajcie; ZDROWIE MAMY TYLKO JEDNO, DBAJCIE O NIE, UŚMIECHAJCIE SIĘ

DOCENIAJCIE KAŻDĄ CHWILĘ, KTÓRA W ŻYCIU DAJE WAM SZCZĘŚCIE.

SŁUCHAJCIE ŚPIEWU PTAKÓW,

SZUMU FAL, CIESZCIE SIĘ UŚMIECHEM WASZYCH DZIECI,

OBECNOŚCIĄ NAJBLIŻSZYCH WASZEMU SERCU OSÓB,

DELEKTUJCIE SIĘ KAŻDYM DŹWIĘKIEM JAKI SŁYSZYCIE.